Polish Tiger

W dniach 19–30 czerwca br. 7. eskadra lotnictwa taktycznego brała udział w ćwiczeniu pk. „Polish Tiger” w ramach programu Squadron Exchange. Ćwiczenie odbyło się we włoskiej bazie lotniczej w Amendola, gdzie polscy piloci latali wspólnie z 13. eskadrą Włoskich Sił Powietrznych. Dla 7. elt był to już kolejny wylot poza granice kraju. Po raz drugi też miała okazję wykonywać wspólne misje powietrzne z włoskim lotnictwem, gdyż w zeszłym roku gościła w Polsce 154. eskadra Włoskich Sił Powietrznych. Poniżej prezentujemy rozmowę z dowódcą 7. eskadry dotyczącą tego ćwiczenia.
 
– Panie pułkowniku, ostatnio dowodzona przez pana eskadra brała udział w ćwiczeniu we Włoszech. Proszę powiedzieć, jakie to było przedsięwzięcie?
– Było to ćwiczenie organizowane zgodnie z naszym planem zasadniczych przedsięwzięć na ten rok w ramach programu Squadron Exchange. Polecieliśmy do Włoch do bazy lotniczej w Amendola, gdzie ćwiczyliśmy wspólnie z włoską 13. eskadrą dowodzoną przez ppłk. Francesca Frarę, mającą w swoim wyposażeniu samoloty AM-X.

 

– Ile samolotów oraz kadry wzięło udział w tym ćwiczeniu?
– Do Włoch poleciało pięć samolotów – jeden szkolno-bojowy i cztery bojowe. Oprócz tego na czas przebazowania byliśmy zabezpieczani przez 13. eltr. Oddano nam do dyspozycji trzy samoloty transportowe, które przewiozły sprzęt oraz ludzi. A jeśli chodzi o kadrę, to w ćwiczeniu wzięło udział pięćdziesiąt osób, w tym dwunastu pilotów. – Czy w czasie przelotu do Włoch i z powrotem mieliście międzylądowanie?
– Podczas przebazowania zarówno w jedną, jak i w drugą stronę wylądowaliśmy w bazie lotniczej w Kečskemet na Węgrzech. Stacjonują w niej samoloty MiG-29, a więc jest to baza doświadczona w eksploatacji sprzętu produkcji radzieckiej. W zeszłym roku była tam 6. elt, stąd wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać, jeżeli chodzi o lotnisko. Przyjęto nas bardzo serdecznie i udzielono wszelkiej pomocy, jaka była nam potrzebna.

 

– Jakiego typu zadania i loty wykonywaliście we Włoszech?
– Włoska 13. eskadra ma zadania bardzo zbliżone do naszych, czyli przede wszystkim atakowanie celów naziemnych. Bardzo nas to ucieszyło, gdyż znacznie ułatwiało współpracę. Wszystkie loty wykonywaliśmy razem z samolotami AM-X, we wspólnym ugrupowaniu, do ośmiu samolotów maksymalnie, na średnich i małych wysokościach. Wykonywaliśmy loty w ramach izolacji lotniczej, w trakcie których niszczyliśmy cele naziemne. Ćwiczyliśmy zadania polegające na niszczeniu lotnisk oraz samolotów na nich stacjonujących, a także na bezpośrednim wsparciu lotniczym wojsk. Przy wielu misjach dodatkowo dochodził czynnik zagrożenia w powietrzu. Część samolotów pełniła rolę agresora i miała za zadanie atakowanie naszego ugrupowania. Muszę tu dodać, że rola agresorów nie przypadała tylko samolotom AM-X, ale także włoskim MB-139 oraz F-16, co znacznie podnosiło poziom trudności zadania. Taka różnorodność typów samolotów oraz taktyki stosowanej w czasie realizacji misji pozwala na zdobycie wielu kolejnych, bardzo ciekawych doświadczeń, niezbędnych w codziennej pracy.
 

 

– Czy wszystkie misje realizowane były bez użycia realnego uzbrojenia?
– Tak, wszystkie zadania wykonywaliśmy bez stosowania realnego uzbrojenia, a naszą główną bronią były fotokarabiny. Nasze ataki były więc symulowane, jednak i takie misje są bardzo potrzebne, gdyż uczą pilotów, jak zachować się w powietrzu w różnych sytuacjach bojowych. Poza tym cele, które atakowaliśmy, były prawdziwymi obiektami zarówno wojskowymi, jak i cywilnymi, a nie makietami na poligonie.

– Jak układała się współpraca lotnicza z włoskimi pilotami?
– Bardzo dobrze. Włosi wykazali się naprawdę bardzo dużym profesjonalizmem zarówno na etapie przygotowywania misji, przeprowadzenia briefingu, jak i samego wykonania lotu oraz późniejszego jego omówienia. Była to dla nas świetna lekcja i doskonała okazja do przećwiczenia tego, co robimy na co dzień, jednak tym razem wspólnie z lotnictwem naszych sojuszników z NATO. Poza tym mogliśmy się upewnić, że to, co robimy w Polsce, jest zgodne z procedurami stosowanymi w innych krajach.
W trakcie ćwiczenia nie dochodziło między nami do żadnych zgrzytów i nieporozumień. Atmosfera była bardzo serdeczna i życzliwa. W pełni się też rozumieliśmy i nie było żadnych sytuacji, w których musielibyśmy coś dopowiadać lub dodatkowo wyjaśniać, czy też przeprowadzać dodatkowe zajęcia. Zawodowo mówiliśmy jednym językiem i wszystko było jasne od początku do końca.

 

– Jak sprawdziły się samoloty we włoskich warunkach?
– Na początku mieliśmy pewne trudności związane z eksploatacją Su-22 w nowych warunkach atmosferycznych. Początek czerwca w Polsce był dość chłodny, a my z tego chłodu polecieliśmy prosto w nawet ponadczterdziestostopniowe upały. Spowodowało to trochę usterek technicznych, zwłaszcza elektroniki zabudowanej na samolotach. Ale po trzech pierwszych dniach zostało to opanowane i do końca naszego pobytu wszystko działało już bez zarzutu. Personel SIL zdobył nowe doświadczenie w eksploatacji samolotów przy tak wysokich temperaturach. Zresztą nasi piloci też pierwszy raz mieli okazję wykonywać loty w takich warunkach pogodowych. Płatowce samolotów nagrzewały się do około 80°C, co u nas w kraju jest niespotykane. Dlatego też musieliśmy trochę zmienić system eksploatacji samolotów. Polegało to przede wszystkim na późniejszym włączaniu niektórych urządzeń elektrycznych, emitujących dużo ciepła, oraz na jak najszybszym wykonaniu startu, tak aby poprawić chłodzenie wszystkich agregatów. Zmiany te pozwoliły nam na uniknięcie poważniejszych awarii, które mogłyby wykluczyć samolot z udziału w lotach.
– Czy w trakcie ćwiczenia mieliście okazję wykonywać loty na włoskich samolotach AM-X?
– Jednym z punktów naszego wspólnego szkolenia było wykonanie lotów w załogach mieszanych, czyli my lataliśmy w drugiej kabinie AM-X, a Włosi w drugiej kabinie Su-22. AM-X jest mniejszym i lżejszym samolotem niż Su-22, a co za tym idzie – łatwiejszym w pilotowaniu. Jest też wolniejszy, gdyż jest to samolot poddźwiękowy z silnikiem bez dopalania. Ma również inną awionikę i system nawigacyjny. Pilotując ten samolot, miało się wrażenie, że lata się w symulatorze.
– Z jakimi warunkami socjalnymi spotkaliście się w bazie lotniczej Amendola?
– Mieszkaliśmy na terenie bazy w internatach wojskowych, w których mieszkają również Włosi. Warunki w nich były dobre, pokoje miały własne łazienki, a wiele także klimatyzację. Nie mogliśmy również narzekać na wyżywienie, chociaż po pewnym czasie mieliśmy już dość makaronów podawanych pod różną postacią.
Niestety nie da się tego porównać do warunków panujących w kraju, gdyż nasze bazy lotnicze nie dysponują takim zapleczem.
– Tego typu wymiana nie ogranicza się tylko do lotów i szkolenia, to również możliwość poznania kraju, do którego się leci. Czy w czasie waszego pobytu we Włoszech mieliście zaplanowane jakieś wycieczki?
– Po każdych lotach staraliśmy się zorganizować wyjazd, aby zobaczyć przepiękne włoskie miejscowości, wykąpać się w ciepłym morzu. Była to również swojego rodzaju forma relaksu i wypoczynku po ciężkim dniu spędzonym na „betonie”, pod palącym słońcem. Poza tym pobyt we Włoszech postanowiliśmy wykorzystać do odwiedzenia Monte Cassino i oddania hołdu polskim żołnierzom, którzy tam polegli w czasie działań wojennych w walce z hitlerowskimi Niemcami. Z kolei weekend spędziliśmy w Rzymie. Dla wielu z nas była to pierwsza okazja zobaczenia stolicy Włoch i jej pięknych zabytków. Byliśmy także w Watykanie, gdzie odwiedziliśmy grób Jana Pawła II.
– Dziękuję za rozmowę.
Fot. archiwum 7. elt
ROZMAWIAŁ MAREK ĆWIEK

 

Galeria